Konno bliżej do Francji
Polski piknik na podparyskim hipodromie
Na słynnym torze wyścigowym w Chantilly pod Paryżem odbyła się wczoraj seria dorocznych gonitw, w tym ta najważniejsza - o nagrodę Prix de Diane-Hermes. Nad hipodromem powiewały polskie flagi, główną nagrodę wręczała Jolanta Kwaśniewska, a całą tę sportowo-hazardową imprezę zamieniono w wielki polski festyn.
Być może najlepszy, jaki odbył się dotąd w ramach trwającego od maja polskiego Sezonu Kulturalnego we Francji "Nova Polska". Zanim bowiem rozpoczęły się wyścigi, ponad 10 tysięcy pasjonatów tego rodzaju zawodów mogło odwiedzić "małą Polskę", zbudowaną na okolicznych błoniach. Była tam wieśniacza zagroda, szlachecki dworek i żydowska karczma. Na estradzie folkowa grupa Muzykanci odegrała inscenizowane wesele chłopskie i - znakomite - wesele żydowskie. Z młodą parą pod baldachimem, ze wspólnie z publicznością skandowanym "mazeł tow!". W polskim menu można było znaleźć nóżki w galarecie, okowity różnych gatunków i mocy.
Piknikowano pod gołym niebem, aż ucztę przerwano, bo zaczęły się prawdziwe emocje. Ruszyła polska jazda. W przerwach między kolejnymi gonitwami szarżowali uskrzydleni husarze, wyruszał krakowski orszak weselny (autorka układu tej konnej rewii, Karolina Wajda, nie kryła, że inspirację czerpała z Wyspiańskiego); pojawili się wreszcie ułani z oddziału konnej gwardii prezydenta Rzeczypospolitej. Mocna chwila: szable i lance w dłoniach w pełnym galopie, jakby gonili pamiętnego wroga z pamiętnej pieśni...
Francuscy organizatorzy pikniku w Chantilly napisali w prasowym informatorze, że Polskę i Francję łączy - poza wszelkimi innymi tradycjami - miłość do konia. Słuszna uwaga. Niektórym polskim gościom nieco trudniej było sprostać wymogom elegancji, jakie narzuca tradycja wyścigów w Chantilly. Wykwintny strój, sztuczkowe spodnie, melonik, sztyblety, a w przypadku pań - kapelusze! Koniecznie kapelusze!
Jolanta Kwaśniewska wypadła bardzo korzystnie - i na trybunie honorowej, i w prywatnych kontaktach z polskimi dziećmi. Powiedziała "Rzeczpospolitej": - Serce rośnie, kiedy w tak przyjemnej atmosferze pikniku widzi się polskie flagi powiewające na wietrze. Takie zaproszenie to dla nas zaszczyt.
Grzegorz Dobiecki, Rzeczpospolita , 14 czerwca 2004